Nie wiem jak Wy, ale bardzo lubię powieści Gabriela Garcii Marqueza, w tym osławioną "Miłość w czasach zarazy". Realizm magiczny od zawsze też pozostawał mi bliską formą estetyczną.
Niestety, w chwili obecnej, coraz mniej do czynienia mamy z magią, a więcej z brutalną rzeczywistością, spowodowaną pandemią Koronawirusa. Skutki epidemii są rozmaite, obejmując między innymi życie gospodarcze, a ściślej mówiąć recesję na tej płaszczyźnie. W tym wpisie chciałbym poruszyć jedną z kwestii związanych z tym zagadnieniem, a mianowicie regulowaniem należności finansowych w okresie społecznej kwarantanny.
Zwykle bez większego zastanowienia płacimy rachunki za telefon lub internet. W zasadzie nie podważamy też kwot wskazanych na fakturze przez dostawcę gazu lub prądu. Sumiennie staramy się co miesiąc opłacać czynsz lub kredyt mieszkaniowy. W końcu umów należy dotrzymywać, jak głosili starożytni Rzymianie. Pojawia się jednak pytanie, czy taka sama powinność spoczywa na nas w czasach zarazy? Innymi słowy, czy mamy bezwarunkowo nadal dokonywać określonych świadczeń pieniężnych w dobie COVID-19?
Okazuje się, że obowiązujące prawo przewiduje wentyl bezpieczeństwa w sytuacji, gdyby wirus ograniczył nasz budżet, niezależnie od tego, czy pracujemy na podstawie umowy o pracę lub działamy jako przedsiębiorcy. Wszak będąc zatrudnionym na etacie, musimy liczyć się z możliwością obniżenia wynagrodzenia, a najgorszym razie nawet zwolnienia, a to wobec spadku w obrotach pracodawcy. Z kolei osoba prowadząca działalność gospodarczą, wobec aktualnych obostrzeń, nie będzie zdolna do sprzedaży towarów lub usług na dotychczasowym poziomie albo w ogóle nie uzyska przychodu.
Mamy bowiem art. 357[1] Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym:
Jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. Rozwiązując umowę sąd może w miarę potrzeby orzec o rozliczeniach stron, kierując się zasadami określonymi w zdaniu poprzedzającym
Przepis ten daje więc duże pole manewru dla osób borykających się z ekonomicznymi reperkusjami powszechnej kwarantanny. Nie ulega bowiem wątpliwości, że pojawienie się COVID-19 wraz z towarzyszącymi mu obwarowaniami jest nadzwyczajną zmianą stosunków, której nie przewidzieliśmy, np. gdy zawieraliśmy z właścicielem umowę najmu mieszkania lub zaciągaliśmy w banku kredyt hipoteczny. Wskutek epidemii nie możemy normalnie funkcjonować, przez co również topnieją nasze finanse. W tym stanie rzeczy, uregulowanie kolejnej faktury lub raty kredytowej staje się nie lada wyzwaniem. Jednakże, dzięki art. 357[1] Kodeksu cywilnego, tzw. klauzuli rebus sic stantibus, możemy negocjować z naszym kontrahentem odroczenie płatności, rozłożenie jej na kilka transz, zmniejszenie wysokości zobowiązania a nawet jego umorzenie.
Oczywiście do każdej takiej modyfikacji umowy, konieczna jest zawsze zgoda drugiej strony, czyli banku, wynajmującego, czy też dostawcy danej energii. Jeżeli nie dojdziemy do porozumienia, koniecznym będzie złożeniu pozwu do sądu.
Pamiętajmy jednak, że sądy w czasach zarazy praktycznie w ogóle nie rozpoznają spraw obywateli. Z tej też przyczyny właściciel nie dokona eksmisji zalegającego z czynszem najemcy, którego dotknęła redukcja etatu, a firma gazownicza nie wyegzekwuje od klienta nieopłaconej faktury. To kolejny argument za tym, aby znaleźć konsensus z drugą stroną umowy. Uważam, że dążenie do celu, jakim jest pokonanie pandemii, wymaga współdziałania społecznego, także w sferze ekonomicznej.
Wzajemna empatia, pasja dla poprawy losu ogółu i inne pozytywne uczucia, których tak wiele w prozie Marqueza, są nam teraz bardzo potrzebne.
Chyba jedynym "plusem" Koronawirusa jest to, że możemy się zatrzymać, pomyśleć nie tylko o sobie, ale również o drugim człowieku. Dzisiejszy czas sprzyja rozmyślaniu, nawet jeśli jesteśmy tak bogaci jak pewien inny Kolumbijczyk :)
Życzę wszystkim dużo zdrowia i do zobaczenia w kolejnym wpisie!

Blog ciekawy, a weszłam zupełnie przypadkowo - przeczytałam blog o Rydzyku - i to mnie zainteresowało :)
OdpowiedzUsuń