niedziela, 19 kwietnia 2026

Wygaśnięcie hipoteki na nieruchomości osoby trzeciej wobec umorzenia zobowiązania upadłego

W ostatnim czasie pojawił się spór w doktrynie oraz orzecznictwie, czy umorzenie zobowiązania w toku postępowania upadłościowego prowadzi także do wygaśnięcia hipoteki na nieruchomości osoby trzeciej, która - w celu zabezpieczenia długu głównego - obciążyła swoją nieruchomość.

Zagadnienie to - z pozoru będące jedynie problemem teoretycznym - w rzeczywistości stanowi żywotny problem dla wielu Polaków, zwłaszcza w stosunkach rodzinnych.  Zdarzało się bowiem, że osoba najbliższa, chcąc uzyskać kredyt lub pożyczkę w banku, musiała zabezpieczyć ich spłatę. Jednym z mechanizmów zabezpieczających było ustanowienie hipoteki na domu, mieszkaniu albo działce należących do małżonka lub krewnego. Hipoteką tą można było także objąć udział w prawie współwłasności. Czynność ta, często wyglądająca jako zwykła formalność, niejednokrotnie prowadziła do poważnych konsekwencji prawnych dla właściciela nieruchomości. 

Jeżeli bowiem kredytobiorca przestał spłacać kredyt i popadł w zadłużenie względem banku, instytucja ta mogła uzyskać zaspokojenie swojego roszczenia z nieruchomości, na której niegdyś osoba trzecia ustanowiła hipotekę. 

Banku nie interesuje to, czy właściciel nieruchomości obciążonej sam zawarł umowę kredytu. Istotny jest tylko wpis hipoteki. Sytuacja staje się jeszcze bardziej skomplikowana, gdy kredytobiorca sam ogłosił upadłość, a sąd umorzył jego dług z tytułu umowy kredytu. Czy w takim wypadku zwolnionym z długu hipotecznego wobec Banku staje się także bogu ducha winny właściciel nieruchomości? Przecież hipoteka była często ustanawiana tylko z troski o osobę najbliższą lub wspólną rodzinę.

Na pierwszy rzut oka odpowiedź na to pytanie wydaje się przecząca. Zgodnie bowiem z art. 491[15] ust. 5 ustawy prawo upadłościowe ustalenie planu spłaty wierzycieli nie narusza praw wierzyciela wobec poręczyciela upadłego oraz współdłużnika upadłego ani praw wynikających z hipoteki, zastawu, zastawu rejestrowego, zastawu skarbowego oraz hipoteki morskiej, jeśli były one ustanowione na mieniu osoby trzeciej.

Jednakże Sąd Najwyższy w uchwale składu siedmiu sędziów z dnia 04 kwietnia 2023 r., sygn. III CZP 11/22,  przyjął, że  umorzenie wierzytelności na podstawie art. 369 ust. 2 ustawy z dnia 28 lutego 2003 r. Prawo upadłościowe, w brzmieniu obowiązującym przed dniem 1 stycznia 2016 r., skutkuje wygaśnięciem hipoteki na nieruchomości stanowiącej własność osoby trzeciej, ustanowionej na zabezpieczenie tej wierzytelności. 

SN co prawda podjął uchwalę na podstawie stanu prawnego z przed 01 stycznia 2016 r., ale w mojej ocenie zasada ta winna być stosowana do upadłości ogłoszonych po tej dacie. Stanowisko te jest również przyjmowane przez sądy powszechne. Albowiem przyjęcie innego zapatrywania prowadzi do pewnego paradoksu. Właściciel nieruchomości, który w dobrej wierze ustanowił hipotekę na swojej nieruchomości, nadal jest winny zapłaty wobec Banku, mimo że dłużnik główny został z długu zwolniony. Aksjologia prawa cywilnego oraz zasada słuszności wymagają opowiedzenia się po stronie właściciela. Hipoteka ma bowiem charakter akcesoryjny względem zobowiązania głównego. Innymi słowy hipoteka nie może istnieć bez długu głównego. Skoro kredytobiorca nie odpowiada już za swój dług przed bankiem, nie sposób obciążać nim w dalszym ciągu właściciela. 

Oczywiście żaden bank dobrowolnie nie wystąpi o wykreślenie hipoteki. Co więcej, w znakomitej większości wypadków wystąpi z pozwem o zapłatę wierzytelności hipotecznej przeciwko właścicielowi. 

Co należy w takiej sytuacji zatem zrobić? Otóż środkiem obrony będzie pozew o uzgodnienie treści księgi wieczystej z rzeczywistym stanem prawnym. W pozwie tym należy wnieść o wykreślenie hipoteki z powołaniem, iż dług główny został umorzony w toku postępowania upadłościowego.   

Wspomniana wyżej uchwała Sądu Najwyższego dała więc zielone światło wielu dłużnikom hipotecznym do wystąpienia o ochronę ich praw.  


niedziela, 12 kwietnia 2026

Czy sztuczna inteligencja zastąpi adwokata?

          W ostatnim czasie użytkownicy Internetu, poszukując odpowiedzi na nurtujące ich zagadnienia, coraz częściej wykorzystują sztuczną inteligencję, głównie tą generatywną. Najlepszym przykładem jest ChatGPT, oferujący, póki co, bezpłatny dostęp do swoich funkcji. 

        AI daje użytkownikom możliwość uzyskania w krótkim czasie potrzebnych informacji. Dotyczy to także kwestii prawnych. I nie chodzi tu tylko o zacytowanie właściwego przepisu prawa.  Przede wszystkim instrument ten służy do otrzymywania porad prawnych, a nawet wzorów pism procesowych w bardzo profesjonalnym wydaniu. Innymi słowy ChatGPT stał się narzędziem pomocy prawnej. W związku z tym pojawia się pytanie: czy mamy do czynienia ze zmierzchem zawodu adwokata?  

 

        Odpowiedź na to pytanie musi być - moim zdaniem - przecząca. Jakkolwiek piewcy sztucznej inteligencji zwiastują rychły koniec wszelkich zawodów umysłowych, w tym prawniczych, tak nie uwzględniają specyfiki pracy adwokata. Poza tym sztuczna inteligencja nie jest nieomylna. 

        Bynajmniej nie chce wyjść na wroga nowych technologii, ale pragnę przestrzec Was, drodzy użytkownicy, przed bezgranicznym zawierzaniem treściom generowanym przez Chat. Przede wszystkim AI powołuje błędne przepisy prawa, a nawet takie, które już zostały uchylone. Jest to dość poważna "usterka" w funkcjonowaniu Chata, mogąca prowadzić do uzyskania fałszywej porady. Oczywiście Chat jest - jak wspomniałem - przejawem generatywnej sztucznej inteligencji, co oznacza, że będzie z czasem naprawiał swoje błędy, ucząc się na przedstawianych mu zagadnieniach. Jednakże, dlaczego ma on uczyć się na Tobie, mój drogi Czytelniku? 

        Ponadto Chat nie jest w stanie zapewnić pomocy na sali sądowej. Na rozprawach, zwłaszcza tych rozwodowych lub karnych, sytuacja jest bardzo dynamiczna. Z góry przygotowane przez Chat pytania do świadków lub oświadczenia często stają nieodpowiednie wobec ujawnienia nowych okoliczności oraz działań podejmowanych przez drugą stronę procesu. 

 

        Chat pomija także czynnik ludzki. Treści tworzone przez AI zakładają, że sąd, strony i ich pełnomocnicy postępują wedle powszechnie obowiązujących reguł dotyczących oceny faktów i prowadzenia dowodów. Tak jednak nie jest. Postępowanie sądowe nie sprowadzenia się rozwiązania równania matematycznego lub opisania reakcji chemicznej. Często decydujące są w nim emocje, a zachowania uczestników nie zawsze są przewidywalne. 

 

        Proces sądowy jest jak gra w szachy. Rolą adwokata jest przewidywanie możliwych ruchów przeciwnika oraz decyzji sądu. ChatGPT może wymyślić tylko otwarcie szachowe. Jednak nie wygra za Ciebie partii. 

     

czwartek, 21 maja 2020

Przemoc rodzinna jeszcze bardziej na cenzurowanym

W dniu wczorajszym Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej podpisał nowelizację ustawy o Policji oraz Kodeksu postępowania cywilnego, która zmierza do objęcia większą ochroną ofiary przemocy rodzinnej.

Co prawda, przepisy te wejdą w życie dopiero za pół roku, lecz już teraz koniecznym jest ich przybliżenie, bowiem będziemy mieć do czynienia z kolosalną zmianą w walce organów państwa z przemocą domową. 

1. Eksmisja policyjna


Przede wszystkim Policja zostanie wyposażona w możliwość wydawania w stosunku do sprawcy przemocy rodzinnej stosownych nakazów lub zakazów. Najdalej idącym będzie zobowiązanie napastnika do opuszczenia lokalu zajmowanego wspólnie z pokrzywdzonymi, np. małżonkiem lub dzieckiem.  Co istotne, nakaz ten będzie natychmiast wykonalny i skuteczny, nawet jeśli sprawca go celowo nie odbierze. Nakaz opuszczenia domu będzie mógł być wydany w trakcie interwencji Policji, podjętej na podstawie zgłoszenia osoby, wobec której stosowana jest przemoc. Oznacza to, że telefon pokrzywdzonej osoby z prośbą o przyjazd na miejsce zdarzenia Policji, będzie mógł wiązać się również z niezwłocznym zobowiązaniem agresora do wyprowadzki z mieszkania. W tym miejscu warto zwrócić uwagę, że odmowa dostosowania się do zalecenia policjanta będzie stanowić wykroczenie. 

Komentując opisaną wyżej regulację, należy stwierdzić, iż kompetencje Policji zostaną rozszerzone, która zostanie uprawniona do przeprowadzenia swoistej eksmisji. W chwili obecnej organ ten może usunąć ciemiężyciela z domu, tylko gdy złapie go na gorącym uczynku przestępstwa, następnie zatrzymując i oddając sprawcę do dyspozycji prokuratora. Nakaz opuszczenia domu lub zakaz zbliżania się do niego będzie wydawany jedynie w oparciu o ocenę interweniującego funkcjonariusza policji. Tutaj pojawia się od razu pytanie, czy w takiej sytuacji nie spotkamy się z nadużyciami ze strony służb mundurowych, które uzyskają de facto uprawnienie do orzekania, zarezerwowane w polskim prawie dla sądów i w niektórych wypadkach dla prokuratora. Zastanawiając się nad tym zagadnieniem, trzeba wskazać, że decyzja policjanta nie będzie absolutna, ponieważ zainteresowany będzie mógł wnieść na nią zażalenie do sądu w terminie 3 dni. Ponadto, w razie uchylenia przez sąd nakazu lub zakazu, zawiadomiony o tym będzie także przełożony policjanta stosującego tą specyficzną eksmisję. Tym samym policjant, który nazbyt pochopnie podejmie werdykt w postaci zobowiązania domniemanego sprawcy do opuszczenia lokalu, będzie mógł odpowiadać dyscyplinarnie. Podnieść również należy, że osoba, która zawiadomi Policję o przemocy, np. jeden z małżonków, jeśli zdecyduje się obciążyć sprawcę w trakcie swego przesłuchania, będzie to czynić pod rygorem odpowiedzialności karnej za składanie fałszywych zeznań. Wydaje się więc, że te obostrzenia udaremnią wszelkie wypaczenia w kontekście przeciwdziałania przez państwo przemocy rodzinnej, która powinna być z całą stanowczością zwalczana.

Dalszym etapem wojny z domowym terroryzmem, zarówno fizycznym jak i psychicznym, będzie odpowiednie postępowanie przed sądem rodzinnym. Zaznaczenia bowiem wymaga, że nakaz lub zakaz wydany przez Policję będzie miał charakter terminowy, jako że czas jego trwania zostanie określony na 14 dni. Po upływie tego okresu, sprawca będzie mógł znów powrócić do domu, jeśli nie wszczęto przeciwko niemu postępowania karnego i nie zastosowano tymczasowego aresztowania lub innego właściwego środka zapobiegawczego. Tym samym ofiara przemocy, będzie musiała również złożyć wniosek do sądu rodzinnego o zobowiązanie napastnika do opuszczenia lokalu lub zakazanie zbliżania się do niego.

2. Sprawniejszy sąd rodzinny


Na szczęście, samo postępowanie, pod względem formalnym, nie będzie skomplikowane, z uwagi choćby na to, że wniosek będzie składany na urzędowym formularzu, zawierającym objaśnienia. Pokrzywdzony będzie również zwolniony w całości z kosztów sądowych i w związku z tym nie będzie musiał uiszczać opłat od wszelkich pism w sprawie. Brak odpisów wniosku czy innych załączników "naprawi" za pokrzywdzonego sąd, co jest rozwiązaniem w postępowaniu cywilnym niespotykanym. Ponadto ofiara przemocy rodzinnej nie będzie miała w zasadzie obowiązku składania wniosków dowodowych, jak to ma miejsce w codziennej procedurze cywilnej, jako że właściwy materiał zostanie zebrany wcześniej przez Policję. Wniosek sąd rodzinny rozpozna po przeprowadzeniu rozprawy w terminie miesiąca od dnia jego złożenia, przy czym postępowanie odbędzie się z udziałem prokuratora, co jeszcze bardziej wzmocni pozycję pokrzywdzonego. Jeżeli ofiara przemocy złoży dodatkowo wniosek o zabezpieczenie, to sąd będzie musiał wydać w tym przedmiocie postanowienie w terminie 3 dni od wpływu żądania. Z tej przyczyny wskazanym będzie składanie wniosku głównego łącznie z żądaniem udzielenia przez sąd rodzinny zabezpieczenia. Takie działanie wyeliminuje bowiem możliwość powrotu do domu sprawcy, w stosunku do którego utraciła moc wcześniejsza decyzja Policji. 

Na koniec dodać należy, że odseparowanie agresora, w razie uwzględnienia wniosku przez sąd rodzinny, nastąpi na czas nieograniczony. Postanowienie w tym przedmiocie, które stanie się skutecznie i wykonalne z chwilą jego ogłoszenia, zostanie uchylone dopiero wtedy, gdy sąd uzna, że zdrowie i życie pokrzywdzonych nie jest już zagrożone.

Nadchodzącą nowelizację przepisów należy więc uznać za krok właściwy i pożądany w batalii z przemoc rodzinną. Obowiązujący stan prawny w ograniczonym stopniu umożliwia izolację sprawcy od pozostałych cierpiących przezeń członków rodziny. Jedyną drogą pozostaje, na dzień dzisiejszy , przeprowadzenie wobec napastnika postępowania karnego lub wytoczenia przeciw niemu powództwa o eksmisję, jednakże z późną jesienią 2020 r. ten stan ulegnie zmianie. Co więcej, postępowanie mające na celu zapobieżenie przemocy domowej w sądzie rodzinnym będzie odbywało sprawniej i bez zbędnej zwłoki. 




środa, 6 maja 2020

COVID-19 a ochrona pracownika

Jakiś czas temu pisałem o skutkach panującej epidemii dla regulowania bieżących zobowiązań pieniężnych. Pamiętajmy, że takim zobowiązaniem jest również wynagrodzenie, jakie pracodawca ma zapłacić pracownikowi w związku ze świadczoną przez niego pracą. W sytuacji, gdy nasz szef nie jest w stanie tego zrobić, gdyż nie uzyskuje wystarczających przychodów, musimy liczyć się z wypowiedzeniem umowy o pracę. Wskazanym powodem rozwiązania umowy będzie wówczas "likwidacja stanowiska pracy"*.  

Co wtedy możemy zrobić? Czy przysługują nam środki obrony przed takim działaniem pracodawcy?

Odpowiedź na powyższe pytanie jest twierdząca, albowiem możemy złożyć odwołanie do sądu pracy właściwego dla siedziby pracodawcy lub miejsca jej wykonywania. Termin na wniesienie odwołania wynosi 21 dni i biegnie od dnia wręczenia  wypowiedzenia**. Co istotne, zwolniony pracownik w ogóle nie ponosi kosztów sądowych, w tym opłaty od odwołania, w postępowaniu przed sądem rejonowym*** Również w razie przegrania sprawy, osoba z którą rozwiązano umowę o pracę, obowiązana jest zwrócić pozwanemu pracodawcy, na wypadek ustanowienia przez niego pełnomocnika, jedynie kwotę 180 zł. Biorąc pod uwagę, że koszty postępowania nie są znaczne, a mają raczej charakter symboliczny, warto zaryzykować i złożyć odwołanie. 

Dlaczego?

Otóż w niektórych wypadkach możemy mieć do czynienia tylko z pozorną likwidacją stanowiska pracy. 


Przykład: pracodawca zwalnia pracownika zatrudnionego na stanowisku sprzedawcy, przy czym jednocześnie zatrudnia w swojej firmie inną osobę na stanowisku kierowcy. Po czasie okazuje się, że rzekomy kierowca, po odejściu dotychczasowego sprzedawcy, zaczyna pełnić jego obowiązki

Opisany przykład przedstawia więc iluzoryczną likwidacje stanowiska pracy, ponieważ faktycznie obowiązki sprzedawcy nadal wykonywane są w danym zakładzie pracy, tyle że przez osobę, która na swojej umowie o pracę ma zadeklarowane całkiem inne stanowisko. 

Pandemia COVID - 19 może dać niektórym pracodawcom asumpt do właśnie takich fikcyjnych posunięć. Pewni chlebodawcy, pod przykrywą reorganizacji swojej firmy, związanej często z nieprawdziwym spadkiem przychodu, mogą chcieć pozbyć się podwładnych, których uznają za niewygodnych. Nie czarujmy się: społeczeństwo, w którym żyjemy, w tym rynek pracy, nie jest idyllą.

Domagajmy się więc sprawiedliwości - w tym wypadku składając odwołanie od wypowiedzenia umowy o pracę.

W samym odwołaniu możemy domagać się przywrócenia do pracy albo zasądzenia odszkodowania, stanowiącego wynagrodzenie za okres wypowiedzenia****


Przy okazji warto przypomnieć mistrzowskie rozwiązanie stosunku pracy, jakie zostało przedstawione w jednym arcydzieł polskiej kinematografii :)




adw. Tomasz Krukar 


*nie mylić z likwidacją pracodawcy

**w okresie pandemii COVID-19 terminy sądowe nie biegną, a te które już biegły, ulegają wstrzymaniu

***w postępowaniu przed sądem II instancji od apelacji pracownika pobiera się opłatę w kwocie 30 zł

****sąd, w niektórych przypadkach, może uznać, że przywrócenie do pracy jest niecelowe i niezależnie od żądania pracownika przyzna odszkodowanie 

adwokat krosno adwokat krosno prawo pracy

czwartek, 26 marca 2020

Faktura w czasach zarazy

Nie wiem jak Wy, ale bardzo lubię powieści Gabriela Garcii Marqueza, w tym osławioną "Miłość w czasach zarazy". Realizm magiczny od zawsze też pozostawał mi bliską formą estetyczną.   

Niestety, w chwili obecnej, coraz mniej do czynienia mamy z magią, a więcej z brutalną rzeczywistością, spowodowaną pandemią Koronawirusa. Skutki epidemii są rozmaite, obejmując między innymi życie gospodarcze, a ściślej mówiąć recesję na tej płaszczyźnie. W tym wpisie chciałbym poruszyć jedną z kwestii związanych z tym zagadnieniem, a mianowicie regulowaniem należności finansowych w okresie społecznej kwarantanny. 

Zwykle bez większego zastanowienia płacimy rachunki za telefon lub internet. W zasadzie nie podważamy też kwot wskazanych na fakturze przez dostawcę gazu lub prądu. Sumiennie staramy się co miesiąc opłacać czynsz lub kredyt mieszkaniowy. W końcu umów należy dotrzymywać, jak głosili starożytni Rzymianie. Pojawia się jednak pytanie, czy taka sama powinność spoczywa na nas w czasach zarazy? Innymi słowy, czy mamy bezwarunkowo nadal dokonywać określonych świadczeń pieniężnych w dobie COVID-19?

Okazuje się, że obowiązujące prawo przewiduje wentyl bezpieczeństwa w sytuacji, gdyby wirus ograniczył nasz budżet, niezależnie od tego, czy pracujemy na podstawie umowy o pracę lub działamy jako przedsiębiorcy. Wszak będąc zatrudnionym na etacie, musimy liczyć się z możliwością obniżenia wynagrodzenia, a najgorszym razie nawet zwolnienia, a to wobec spadku w obrotach pracodawcy. Z kolei osoba prowadząca działalność gospodarczą, wobec aktualnych obostrzeń, nie będzie zdolna do sprzedaży towarów lub usług na dotychczasowym poziomie albo w ogóle nie uzyska przychodu.

Mamy bowiem art. 357[1] Kodeksu cywilnego, zgodnie z którym:

Jeżeli z powodu nadzwyczajnej zmiany stosunków spełnienie świadczenia byłoby połączone z nadmiernymi trudnościami albo groziłoby jednej ze stron rażącą stratą, czego strony nie przewidywały przy zawarciu umowy, sąd może po rozważeniu interesów stron, zgodnie z zasadami współżycia społecznego, oznaczyć sposób wykonania zobowiązania, wysokość świadczenia lub nawet orzec o rozwiązaniu umowy. Rozwiązując umowę sąd może w miarę potrzeby orzec o rozliczeniach stron, kierując się zasadami określonymi w zdaniu poprzedzającym  

Przepis ten daje więc duże pole manewru dla osób borykających się z ekonomicznymi reperkusjami powszechnej kwarantanny. Nie ulega bowiem wątpliwości, że pojawienie się COVID-19 wraz z towarzyszącymi mu obwarowaniami jest nadzwyczajną zmianą stosunków, której nie przewidzieliśmy, np. gdy zawieraliśmy z właścicielem umowę najmu mieszkania lub zaciągaliśmy w banku kredyt hipoteczny. Wskutek epidemii nie możemy normalnie funkcjonować, przez co również topnieją nasze finanse. W tym stanie rzeczy, uregulowanie kolejnej faktury lub raty kredytowej staje się nie lada wyzwaniem. Jednakże, dzięki art. 357[1] Kodeksu cywilnego, tzw. klauzuli rebus sic stantibus, możemy negocjować z naszym kontrahentem odroczenie płatności, rozłożenie jej na kilka transz, zmniejszenie wysokości zobowiązania a nawet jego umorzenie. 

Oczywiście do każdej takiej modyfikacji umowy, konieczna jest zawsze zgoda drugiej strony, czyli banku, wynajmującego, czy też dostawcy danej energii. Jeżeli nie dojdziemy do porozumienia, koniecznym będzie złożeniu pozwu do sądu. 

Pamiętajmy jednak, że sądy w czasach zarazy praktycznie w ogóle nie rozpoznają spraw obywateli. Z tej też przyczyny właściciel nie dokona eksmisji zalegającego z czynszem najemcy, którego dotknęła redukcja etatu, a firma gazownicza nie wyegzekwuje od klienta nieopłaconej faktury. To kolejny argument za tym, aby znaleźć konsensus z drugą stroną umowy. Uważam, że dążenie do celu, jakim jest pokonanie pandemii, wymaga współdziałania społecznego, także w sferze ekonomicznej. 

Wzajemna empatia, pasja dla poprawy losu ogółu i inne pozytywne uczucia, których tak wiele w prozie Marqueza, są nam teraz bardzo potrzebne.

Chyba jedynym "plusem" Koronawirusa jest to, że możemy się zatrzymać, pomyśleć nie tylko o sobie, ale również o drugim człowieku. Dzisiejszy czas sprzyja rozmyślaniu, nawet jeśli jesteśmy tak bogaci jak pewien inny Kolumbijczyk :)



 Życzę wszystkim dużo zdrowia i do zobaczenia w kolejnym wpisie! 

środa, 23 października 2019

Krew, trud, łzy i pot.

Niedawno jadąc do pracy, usłyszałem w radiu, iż w minionym roku w Polsce państwo młodzi (a może ich rodzice), wydali łącznie 8 miliardów złotych na organizację ślubów i wesel.

Podejrzewam, że nie jest to cała kwota, bo pewnie nie uwzględnia wydatków związanych posługą z kapłańską (co łaska, moi drodzy, co łaska), ale i tak wydaje się, nomen omen, niebotyczna.

Zastanówmy się jednak nad drugą stroną medalu, tj. kosztach piekła, jakie małżonkowie nieraz sobie urządzają w toku sprawy rozwodowej. W końcu przecież, wedle statystyk, w naszym kraju co roku rozpada się 33 % małżeństw w stosunku do liczby związków zawartych.

Rzeczywiście, przeglądając np. codzienną wokandę Wydziału Cywilnego Sądu Okręgowego w Krośnie, zauważy się, że 3/4 spraw dotyczy rozwodów.  

Rozpad małżeństw stał się bowiem zjawiskiem powszechnym. Rozwody obejmują wszystkie kategorie wiekowe małżonków oraz grupy społeczne, z których się wywodzą: celebrytów, jak i emerytów odbierających wnuki z przedszkola.   

W tym wpisie nie będę analizował przyczyn tego problemu, a jedynie chciałbym pokrótce przedstawić charakter tych postępowań oraz ich skutki, być może nawet ku przestrodze - z punktu widzenia pełnomocnika.


  1. Koszty niematerialne - stargane nerwy.


Często powtarzam, że emocje w sprawach rozwodowych przewyższają przeżycia towarzyszące sprawom karnym. Tam np. ofierze pobicia jest łatwiej przejść nad swoją krzywdą do porządku dziennego i na spokojnie zrelacjonować sądowi przebieg zdarzenia. W tym wypadku, można powiedzieć, że czas rzeczywiście leczy rany. Jeżeli nadto sprawca chce zadośćuczynić pokrzywdzonemu, tzn. zapłacić, to wówczas poszkodowanemu zwykle niespecjalnie zależy również na ukaraniu przestępcy.   

Inaczej się rzecz się ma z małżonkami, którzy stają przeciwko sobie w obliczu sądu rozwodowego.  W tym zwykle wypadku, ani upływ upływ czasu, ani argumenty finansowe, nie wystarczają, aby wyciszyć burzę, która panuje na sali rozpraw. Ba, strony wolą wówczas przeznaczyć kolejne pieniądze na adwokata, byle tylko dopiec "przeciwnikowi". Przyznam, że zatrważająca jest dla mnie  sytuacja, gdy w sądzie spotykają się wrogie spojrzenia osób, które niegdyś ślubowały sobie bezgraniczne oddanie i wierność. Rację mają więc chyba psychologowie, głosząc, iż miłości niedaleko do nienawiści. Ta druga zawsze jednak przynosi same straty. Pół biedy, że szkodzą sobie małżonkowie; gorzej, gdy cierpią na tym osoby im najbliższe.

Zakładając sprawę o rozwód, w której  domagamy się orzeczenia rozwodu z winy drugiej strony, często jesteśmy przepełnieni poczuciem krzywdy, upatrując przyczyny rozpadu małżeństwa w zachowaniu męża lub żony. Powodów tych jest sporo, ale przeważnie jest to problem przemocy domowej, nadużywania alkoholu lub zdrady małżeńskiej. W wielu wypadkach rzeczy te faktycznie występują i powinny być piętnowane.

Chcę jednak teraz zwrócić uwagę na jedną rzecz, która umyka wielu osobom, gdy wytaczają powództwo o rozwód z winy drugiego małżonka.

Otóż sąd nie orzeknie rozwodu z wyłącznej winy drugiej strony, jeżeli ustali, iż do rozkładu pożycia w jakimś stopniu przyczynił się również małżonek, który uznawał siebie za niewinnego. Przykładowo więc, jeśli sąd przyjmie, że wina za rozpad małżeństwa wynosi po połowie, to orzeknie rozwód z winy obu stron. Będzie tak również, jeśli stopień winy będzie odpowiadał stosunkowi 1% do 99 % !!!

Zanim więc zdecydujesz się na złożenie pozwu albo odpowiedzi na pozew, w którym będziesz domagać się orzekania rozwodu z winy drugiej strony, zastanów się, czy rzeczywiście sama lub sam nie masz sobie nic do zarzucenia jako żona lub mąż. Może warto czasem spuścić z tonu, aby nie narażać siebie, a często również najbliższych, na niepotrzebny stres.  Domaganie się  rozwodu bez orzekania o winie w wielu wypadkach okaże się więc bardziej wskazane, aniżeli uparte bronienie swoich zapatrywań.

Rozwód powinien być ostatecznością, zwłaszcza gdy małżonkowie mają małoletnie dzieci. 

Niestety sytuacja posiadania wspólnych dzieci, zamiast hamować rozwodowe zapędy rodziców,  dodaje im często animuszu w walce przed sądem. W niewielu wypadkach strony potrafią uzgodnić między sobą kwestię władzy rodzicielskiej, kontaktów z dzieckiem rodzica, które z nim będzie zamieszkiwać, czy alimentów. Każdy z małżonków dąży do tego, aby jego pociecha znalazła się przy nim, co należy zrozumieć, jednak powinno to się odbywać bez uszczerbku dla drugiego z rodziców.

Z doświadczenia mogę powiedzieć, że w znakomitej większości przypadków dzieje się odwrotnie. Rodzice używają dziecka jako karty przetargowej, aby uzyskać dla siebie korzystne orzeczenie sądowe. Normalnością jest zwłaszcza utrudnianie widzeń temu z rodziców, z którym małoletni stale nie przebywa. Na samym utrudnianiu spotkań się nie kończy, bowiem do tego dochodzi również manipulacja dzieckiem i nastawianie go przeciwko ojcu lub matce.

W tym miejscu chcę dodać, że brak jest skutecznych środków, które mogłyby wyeliminować takie nieuczciwe zagrania rodziców. Obowiązujące prawo nie chroni dostatecznie tego z rodziców, z którym dziecko nie mieszka. Kwestię tę rozwinę w innym wpisie. Chciałbym tylko zwrócić uwagę, że brak porozumienia między stronami i dążenie za wszelką cenę do do osiągnięcia własnego celu, którym często jest po prostu chęć zemsty na małżonku, szkodzi przede wszystkim dziecku.

To kolejny argument za tym, aby przemyśleć decyzję o rozwodzie. Jeżeli staje się on niezbędny, tj. brak jest szans na powrót małżonków do wspólnego życia, to warto spróbować dogadać się z drugą stroną w kwestii wychowania dziecka po rozwiązaniu małżeństwa. Pamiętać bowiem należy, że strony mogą w sądzie przedłożyć pisemne porozumienie, w którym uzgadniają sposób wykonywania władzy rodzicielskiej oraz widzeń z dzieckiem rodzica, który z nim nie będzie zamieszkiwać. Sąd, jeżeli uzna, że takie porozumienie jest zgodne z dobrem dziecka, zaakceptuje je i sprawa zostaje polubownie załatwiona.

Co jednak w sytuacji, gdy nie ma konsensusu między małżonkami? Sąd wówczas powołuje biegłych - psychologa i pedagoga, a nawet psychiatrę, aby wyrazili opinię, z którym z rodziców dziecko ma przebywać, jak ma wyglądać władza rodzicielska oraz kontakty. Wiąże się to z obowiązkiem stron wzięcia udziału w badaniu przed Opiniodawczym Zespołem Sądowych Specjalistów, który działa przy Sądzie, w którym sprawa rozwodowa się toczy.  To kolejny stres, biorąc pod uwagę, że trzeba pozwolić biegłym na "dłubanie" w swoim życiu i osobowości.

Po przeprowadzeniu takiego badania Sąd wydaje wyrok. Bardzo często się zdarza, że żadna ze stron nie jest zadowolona z orzeczenia, np. w zakresie władzy rodzicielskiej, co prowadzi do złożenia przez nie apelacji. Uważam jednak, że nawet jeśli będziemy usatysfakcjonowani z ostatecznego werdyktu, to nigdy nie będziemy mogli nazwać siebie zwycięzcami. Nikt chyba nie powie, że wychowywanie syna lub córki bez jednego rodzica jest właściwe. Osoby wywodzące się z rozbitych rodzin napotykają w dorosłym życiu na różne trudności w funkcjonowaniu w społeczeństwie, czy we własnym późniejszym życiu uczuciowym.

Dlatego, wierzcie mi lub nie, ale w pierwszej kolejności namawiam klienta do pogodzenia się z żoną lub mężem. W tych sprawach bardzo rzadko mamy do czynienia z podziałem na czarne i białe.

Może lepiej dać sobie drugą szansę i przeznaczyć pieniądze na wspólny wyjazd wakacyjny lub prezent dla dziecka, niż opłacać honorarium adwokata?


       2.  Koszty ustanowienia pełnomocnika oraz koszty sądowe. 


Jeżeli jednak nie widzimy innej opcji i uważamy rozwód za jedyne rozwiązanie, z dużym prawdopodobieństwem skorzystamy z pomocy prawnej adwokata.

Wynagrodzenie adwokata to kwestia umowy z klientem i jest ono zazwyczaj dostosowane do czasu i nakładu pracy pełnomocnika. Podkreślić należy, że nie ma limitu w oznaczaniu wysokości jego honorarium. Każda sprawa jest inna i wymaga różnego zaangażowania ze strony adwokata. Zazwyczaj więc cena usługi w sprawie rozwodowej z orzekaniem o winie lub władzy rodzicielskiej będzie wyższa, niż przy rozwodzie nie obejmującym tych zagadnień. Stawki adwokackie są też zróżnicowane w zależności od miejsca sprawy. W Warszawie czy Krakowie będą przeważnie wyższe, aniżeli w mniejszym ośrodku.

Minimalna stawka adwokacka za prowadzenie sprawy o rozwód przed Sądem I Instancji, wedle taryfikatora określonego w rozporządzeniu Ministra Sprawiedliwości, wynosi obecnie 720 zł. Powiedzmy jednak sobie szczerze, że wartość ta ma wymiar tylko symboliczny i trudno spodziewać się, aby adwokat zdecydował się występować w sprawie rozwodowej za podobną kwotę. Natomiast przed Sądem II Instancji honorarium adwokata wynosi połowę stawki przyznanej mu przez klienta w postępowaniu przed Sądem Okręgowym.

Ponadto opłacie sądowej podlega również sam pozew rozwód. Aktualnie opłata ta kształtuje się na poziomie 600 zł. Oczywiście w razie "zwycięstwa" w sprawie, przez co należy rozumieć orzeczenie rozwodu z winy drugiego małżonka, kwota ta zostaje zwrócona. W przypadku rozwodu bez orzekania o winie lub z winy obu stron, opłata podlega zwrotowi w wysokości 300 zł. Zwrotowi podlegają również koszty zastępstwa adwokata, jeśli osiągniemy "sukces" i sąd rozwiąże małżeństwo z winy drugiego małżonka. A zatem, w takiej sytuacji, strona przegrywająca, nie tylko opłaca swojego adwokata, ale również zwraca koszty zastępstwa procesowego, jakie zostało udzielone przeciwnikowi (mówiąc inaczej: płaci podwójnie).

Inne należności sądowe, jakie strony są obowiązane pokrywać w toku sprawy rozwodowej, to wynagrodzenie kuratora oraz biegłych, w razie przeprowadzenia przez nich badania. Łączny koszt tych czynności dla strony wynosi zwykle kilkaset złotych.

Pamiętać przy tym należy, że rozwiązanie małżeństwa pociąga za sobą późniejszy podział majątku, którego małżonkowie dorobili się w trakcie trwania związku. W tego typu sprawach honorarium adwokata jest uzależnione od wartości udziału rozwiedzionego w majątku wspólnym, więc zazwyczaj strony są zmuszone do jeszcze większego wysiłku finansowego, aniżeli w samej sprawie o rozwód. Dodatkowo koszty sądowe są również zdecydowanie wyższe, bowiem w sprawach tych konieczne jest zasięgnięcie opinii biegłego rzeczoznawcy majątkowego, który usługi swe wycenia zazwyczaj na kilka tysięcy złotych. Na marginesie zaznaczenia również wymaga, że opłata od wniosku o podział majątku wspólnego wynosi 1000 zł.

Oczywiście, strony mogą, czy w to sprawie o rozwód, czy to w następnej sprawie o podział majątku dorobkowego, wnioskować zarówno o zwolnienie z kosztów sądowych, jak i ustanowienie adwokata z urzędu. Złożenie takiego wniosku sprawia jednak, że założenie sprawy o rozwód wydłuża się w czasie, zwykle o 2-3 miesiące. Często strony, z różnych przyczyn, nie mogą sobie pozwolić na podobną zwłokę. Ponadto nie ma się też gwarancji, iż Sąd zwolni nas z kosztów sądowych i przyzna nam pomoc prawną z urzędu.

       3.  Pointa


Jak zatem widać, koszty rozwodu są zróżnicowane. Postępowanie to nie tylko odbija się na kieszeni klienta,  przy uwzględnieniu późniejszej sprawy o podział majątku wspólnego,  ale również wywołuje straty niematerialne w postaci stresu, złego samopoczucia, a nawet rozstroju zdrowia. 

Tak naprawdę rozwód to wojna. Przy czym to od nas zależy, jaką strategię w niej przyjmiemy. Powinniśmy bronić swych racji, jednak pamiętajmy, że walka o poszczególne cele nie powinna krzywdzić tych, na którym nam zależy. Chodzi tu o naszych bliskich, często małoletnie dzieci. Czasem więc warto "odpuścić" w pewnych kwestiach, zgadzając się choćby na nieco wyższe alimenty na dziecko, czy nie odmawiać drugiemu rodzicowi widzenia z synem lub córką w niedzielę.

Grzeczność, dobra wola i gest, nic bowiem nie kosztują.

Drogi kliencie, jeżeli jednak podejdziesz do sprawy odmiennie i zdecydujesz za wszelką cenę dążyć do określonego rozstrzygnięcia, to jak Winston Churchill, gdy obejmował urząd premiera w czasie II Wojny Światowej, mogę obiecać Ci tylko:  

"Krew, znój, łzy i pot", oraz że "stoimy przed ciężką próbą najbardziej bolesnego rodzaju. Mamy przed sobą wiele, wiele miesięcy walki i cierpienia".











środa, 5 czerwca 2019

Nie taki nakaz zapłaty straszny, jak go malują.

Nakaz zapłaty w postępowaniu upominawczym, nakaz zapłaty w postępowaniu nakazowym, nakaz zapłaty w postępowaniu uproszczonym...

Wygląda poważnie i strasznie, prawda?

Otóż wcale tak być nie musi. 

Pod tymi groźnymi sformułowaniami kryje się bowiem często nieuzasadnione roszczenie o zapłatę (przedawnione, nie udowodnione, albo wynikające z niedozwolonych postanowień umownych). Problem jednak w tym, że obecne prawo w zasadzie nie nakłada na sądy obowiązku merytorycznej kontroli pozwów składanych w wymienionych wyżej postępowaniach. 

Wprawdzie od 2018 r. sądy mają badać, czy dochodzona należność uległa przedawnieniu, lecz w znakomitej większości wypadków dłużnik i tak zmuszony jest podjąć samodzielną obronę. Niestety, nie jest to działanie powszechne, przez co rozmaici wierzyciele z łatwością przepychają w sądach swoje wygórowane żądania pieniężne. 

Dlaczego tak się dzieje? Otóż winni temu są przede wszystkim sami dłużnicy (tak, lubię kopać leżących). Wcale nie mówię jednak tu o decyzji zaciągnięcia pożyczki lub kredytu, za którą przecież mogą stać różne motywy, również te najszczytniejsze, lecz o zachowaniu pozwanych po otrzymaniu  nakazu zapłaty. 

Głównym przeciwnikiem dłużników w tego typu sprawach jest ich bierność oraz brak woli walki. Wierzyciele tylko na to liczą. Nie oskarżajmy przy tym sądów, bo one jedynie stosują bezduszne przepisy kodeksu postępowania cywilnego, wskutek czego produkują te owiane grozą orzeczenia. 

Dłużnicy nawet nie zdają sobie sprawy, że wnosząc sprzeciw lub zarzuty od nakazu do zapłaty, nie mają wiele do stracenia. Koszty procesu przecież wierzyciel ma już zasądzone w samym nakazie. Nic wielkiego się zatem nie stanie, gdy jego pełnomocnik realnie zapracuje na te koszty, biorąc udział w dalszych rozprawach sądowych. Z praktyki zresztą wiem, że po zaskarżeniu nakazu zapłaty, powodowy bank lub parabank niezmiernie rzadko wysyła swojego prawnika na rozprawę. Taka taktyka na pewno ułatwia dłużnikowi obronę. 

A bronić się warto, bo pożyczkodawcy lub kredytodawcy często wprowadzają do umów niedozwolone zapisy, które dodatkowo obciążają spłacającego. Parabanki notoryjnie również powołują się na koszty udzielenia pożyczki, których faktycznie nie poniosły. Rzecz w tym, że sąd tego sam wszystkiego nie zauważy, póki dłużnik mu tego nie wskaże. A temu właśnie służy sprzeciw lub zarzuty od nakazu zapłaty. 

W najgorszym razie pozwany, podejmując rękawicę, zawsze zyska na czasie. Tym samym ma on większą możliwość zebrania środków na zapłatę wierzytelności, którymi może nie dysponować w momencie doręczenia mu nakazu zapłaty. 

Dlatego, gdy kiedyś otrzymasz ten straszliwy nakaz, weź głęboki oddech i wejdź na poniższy link:


Pobierz następnie formularz SP i wypełnij go zgodnie z instrukcją. Następnie wydrukuj wypełniony formularz, podpisz i skseruj celem przygotowania odpisu dla strony przeciwnej. Potem zanieś sprzeciw wraz z odpisem na dziennik podawczy sądu, który wydał nakazał zapłaty, względnie wyślij pismo pocztą.  

Pamiętaj, że na wniesienie sprzeciwu lub zarzutów masz 14 dni od dnia otrzymania nakazu zapłaty. 

Złożenie sprzeciwu nic cię kosztuje. Natomiast w razie wniesienia zarzutów od nakazu zapłaty, należy uiścić opłatę sądową

Zawsze możesz też skorzystać z pomocy adwokata, co jest komfortowe i zwiększa widoki na powodzenie w sprawie, bowiem zwracasz się wtedy do fachowca. 

Najważniejsze jednak, aby wyjść z dłużniczego odrętwienia, bo przecież, jak pisał Marek Hłasko:

"Można przegrać lub wygrać, ale nie można, do cholery, rezygnować".


Wygaśnięcie hipoteki na nieruchomości osoby trzeciej wobec umorzenia zobowiązania upadłego

W ostatnim czasie pojawił się spór w doktrynie oraz orzecznictwie, czy umorzenie zobowiązania w toku postępowania upadłościowego prowadzi ta...